Gdzie jestem?

Z początkiem września pojechałam do Taizé (Francja) na kilkumiesięczny wolontariat. W Toruniu najprawdopodobniej będę w styczniu. Jak się zorientuję, w jaki sposób najlepiej się ze mną w tym czasie kontaktować, to postaram się tu dać znać.

edit 7 wrzesnia – dojechalam, wszystko spoko. internet platny wiec bede korzystac rzadko, ale mozna pisac na maila [email protected] lub priv na FB, raz na jakis czas sprawdze. no i telefon pod polskim numerem, ale wiadomo, roamingi, te spraw. pzdr!

edit 16 wrzesnia –

Gdybys z jakichkolwiek powodow chcieli mi cos przeslac poczta, podaje adres:

Marianna Mucha
N´Toumi
Taizé-Communauté
F-71250 TAIZE
France
chetnie odbieram tez maile na:
[email protected] – w tytule wpisac nalez: Marianna NToumi

historia pewnego wieczoru

Na zewnątrz nareszcie dało się wytrzymać. Po całodziennym skwarze tuż przed zachodem słońca zrobiło się przyjemnie. Już nie gorąco, ale jeszcze nie chłodno. Spory balkon domku w ośrodku wypoczynkowym stwarzał wspaniałe warunki do spędzenia miłego wieczoru. Leżak, książka, nogi nieco wyżej na ławeczce. Ciało, spragnione odpoczynku po upale dnia i pływaniu w jeziorze, znalazło ulgę w wygodnej pozycji i temperaturze otoczenia.

Byłoby idealnie, gdyby nie głośna muzyka dochodząca spod wystawionego niedaleko niedużego białego namiotu. Grill, ze 20 osób, i disco-polo. Głośne disco-polo. DJ chwilami nie wiedzieć czemu ścisza muzykę, zmienia tempo lub tonację utworu, co powoduje, że brzmi to jakby w radiu kończyły się baterie.

Bum szaka laka, ukradnę ci buziaka…

Przez chwilę gdzieś pomiędzy beatem słychać ćwierkania ptaka w okolicy. Musi być blisko, skoro udało mu się przebić. Ale szybko się poddał. Widocznie to też nie jego klimat.

Bum szaka laka, już nie bądź święta taka,
Rozepnij dwa guziczki i pokaż mi policzki

W ręku – książka „Święty i błazen”, rozdział ze wspomnieniami o. Jana Góry na temat św. Jana Pawła II.

To co z tą świętością?

DJ znów przycisza muzykę i zmienia utwór. Utwór nagle zwalnia, kierowany ruchem wszechmogącego DJa. To denerwuje. Wybija z rytmu czytania.

„Życie duchowe polega na przekraczaniu siebie. Jedną z najważniejszych nauk Papieża dla mnie jest to, ze człowiek musi być silniejszy niż warunki, w których przyszło mu żyć.”

Niedziela Trójcy

Trójca ŚwiętaKapłan wygłaszający dziś kazanie na temat Trójcy Świętej przejęzyczył się. „Za każdym razem rozpoczynając modlitwę, czynimy znak życia”. „Znak krzyża”, poprawił się po chwili, ale jakże głębokie znaczenie niesie ze sobą ta pomyłka.

Jakiś czas temu odkryłam w parafialnej świątyni niewielki obraz przedstawiający Trójcę Świętą. Zachwyca mnie na nim czułość między Ojcem a Synem. I dyskretna obecność Ducha. I ten znak życia – znak krzyża – odbity przez belki podtrzymujące płótno od spodu.

Dwie ławki przede mną siedział dziś ojciec z kilkuletnim synem. Czułość w zasadzie ta sama co na obrazie. Też zachwycająca.

Dzięki tym obrazkom dogmat o Trójcy nie wydaje się być aż tak niezrozumiały.

IMG_20160515_234041

Subtelny Duch Święty

Jak subtelnie przychodzi Duch, jak delikatne jest Jego działanie!

Świętowanie Zesłania Ducha Świętego w ogóle się nie narzuca. Ani przymusową rodzinną kolacją czy śniadaniem, ani dodatkowymi wolnymi dniami (chyba że pracujesz w sklepie który normalnie w niedzielę jest czynny, wiadomo).

Dla mnie w tym roku nie było nawet żadnego „muszę”. Nic nie musiałam. Mogłam pójść tam, tam lub tam, bez obowiązku.

A Duch przyszedł w lekkim powiewie.

DSC_0799

Camino – Droga Domem

Rok 2015 zostanie w mojej pamięci jako „Ten, w którym pierwszy raz ruszyłam na Camino de Santiago”. Kolejne z marzeń na mojej liście odhaczone.

Pragnienie, by tam pójść, zakiełkowało we mnie już dawno temu. Chyba wtedy, gdy przygotowując się do pielgrzymki na Jasną Górę odkryłam, że, jak śpiewa Mariusz Lubomski, „spacerologia to moja jest ideologia”, lub, jak w filmie Wszystko za życie, że dla mnie „droga jest domem”. Mijany przy wejściu do kościoła parafialnego św. Jakub Apostoł w kapeluszu i z laską zdawał się mówić zachęcająco „No chodź!”. W głębi siebie odpowiadałam „Tak, pójdę, kiedyś; jeszcze nie teraz”. We wrześniu nadszedł ten czas.

Moim pragnieniem było, by nie była to tylko wyprawa turystyczna; bardzo zależało mi na tym, aby była to duchowa pielgrzymka. O to jednak nie musiałam się za bardzo troszczyć. „O nic się już zbytnio nie troskajcie…” Dużo Bożej obecności.

DSC_1037Zaczęło się jeszcze przed wyruszeniem. Dzień przed wylotem do Madrytu zaczął mnie bardzo boleć duży palec od nogi, tak jakby właśnie miał mi zacząć wrastać paznokieć. Bardzo wątpliwa przyjemność, zwłaszcza kiedy w perspektywie masz pieszą pielgrzymkę. Szczerze? Byłam przerażona! Oczami wyobraźni widziałam już, że nie dam rady. Że będę szła z okropnym bólem, jeśli w ogóle. Opatrunek, sandały żeby nie uciskać paznokcia, chuchanie i dmuchanie, w końcu – modlitwa. Rzadko zdarza mi się modlić w tego typu intencji, choć teraz już wiem, że daje to błogosławione skutki. A także – modlitwa tych, których o to poprosiłam wcześniej. W momencie, w którym ruszyłyśmy na szlak, palec nie bolał mnie już w ogóle. I nie zabolał potem ani razu. Czytaj dalej